Sklep Afrykański

Charli znad jeziora Niasa

Charli pochodził z miejscowości Sanga Bay – tam też mieliśmy okazję się poznać. Wraz z innymi chłopakami z tej wioski organizował wówczas dla nielicznych turystów wycieczki po jeziorze. Cieknącą, poruszaną wyłącznie pracą własnych mięśni krypą zawoził ich na skalistą wysepkę, gdzie mogli podziwiać wygrzewające się na słońcu wielkie warany nilowe.

Uwaga, krokodyl!

Charli był częstym towarzyszem moich wypraw po okolicznych wzgórzach i wzdłuż brzegu przepięknego jeziora Niasa. Wszyscy akwaryści znają niezwykle kolorowe ryby – Pyszczaki. Niejednokrotnie miałem okazje je podziwiać, gdy wchodziłem do jeziora. W nad wyraz czystej wodzie można obserwować tysiące pielęgnic mieniących się niesamowitą feerią barw. Rybki z zaciekawieniem krążą wokół „próbując, czy to białe coś nadaje się do jedzenia”.

Pewnego razu Charli zaprowadził mnie do bajorka, w którym wylegiwał się olbrzymi krokodyl. Gad leżał z otwartą paszczą, nie wykazując nami zainteresowania. Wręczyłem Charliemu aparat fotograficzny, udzieliłem krótkiej instrukcji prosząc o zrobienie zdjęcia na tle krokodyla. Byłem bardzo niepocieszony, gdy podszedłem blisko do zwierzaka ustawiając się do zdjęcia, a mój kompan rychło odbiegł i nie chciał podejść bliżej. Dopiero kilka lat później, kiedy nad rzeką Shire byłem świadkiem błyskawicznego ataku krokodyla na zebrę, uświadomiłem sobie bezmiar mojej głupoty i lekkomyślności. Gdyby tamten przed laty był głodny, byłby ostatnim krokodylem, jakiego widziałem w życiu.

Atak hipopotama

Przeżyliśmy z Charlim wiele przygód, z czego część była dość niebezpieczna. Pamiętam jak pewnego dnia wybraliśmy się małą dłubanką mokoro z drewna kigelia, aby zobaczyć hipopotamy. Mokoro to typowa rybacka łódź przeznaczona do pływania po jeziorze Niasa, jednak poruszanie się nią nie należy do łatwych z uwagi na ich wywrotność. Wpłynęliśmy afrykańską łódką do zatoczki, która z każdej strony obrastały gęste, kolczaste zarośla. Na środku laguny widać było rodzinę hipopotamów. Charli podpłynął do nich na około trzydzieści metrów i zaczął uderzać pagajem w burtę łódki. Zaciekawione hipcie zaczęły się wynurzać z wody i porykiwać.

W pewnym momencie zauważyłem parę dość szybko płynących do nas oczu – był to samiec zdecydowany bronić swoich samic z młodymi. Gdy pokazałem to Charliemu, zaczął z wielkim impetem wiosłować. Nigdy nie sądziłem, że dłubanki mogą osiągać taką prędkość! Kiedy dotarliśmy do brzegu, Charli ze strachu i zmęczenia przez długi czas nie mógł wydobyć z siebie słowa. Należy mieć świadomość, że te z pozoru ociężałe i niezgrabne zwierzęta potrafią wystrzelić z wody jak torpeda, miażdżąc swoim olbrzymim ciałem i paszczą wszystko, co im zagraża. Dlatego też są sprawcami wielu śmiertelnych wypadków z udziałem ludzi.

Pożegnanie z Charliem

Jeden z moich bliskich kolegów chętnie prowadził mnie do chałup okolicznych artystów, gdy tylko się o kimś dowiedział. Za sprawą jego rekomendacji byłem w ich domach przyjmowany z większą otwartością niż zwykły muzungu. Niestety podczas jednej z wypraw dowiedziałem się, że mój najlepszy kompan zmarł podczas podróży po niezwykłych miejscach Afryki. Charliemu nie udało się wygrać, tej jakże nierównej walki z malarią.

Categories : Afryka